Jeszcze zanim zostałam mamą, zastanawiałam się jakie wartości chciałabym przekazać naszym dzieciom. Czego chciałabym je nauczyć? Jedną z takich umiejętności jest radzenie sobie z trudnościami, rozczarowaniami, porażkami jakie zdarzają nam się w życiu. I właśnie o tym będzie mój pierwszy wpis.

Co pokazujemy?

Chyba warto zacząć od tego, że porażki, rozczarowania i trudności są częścią naszego życia. Nikt nie jest od nich wolny! Czasem obserwując innych ludzi (ale też dowiadując się jak inni postrzegają nas i nasze życie) można dojść do wniosku, że ich życie jest proste, pełne sukcesów i szczęścia. Na facebooka wrzucamy posty dotyczące naszych osiągnięć, ważnych w życiu wydarzeń, a na pytanie co słychać automatycznie odpowiadamy „Dobrze”.

Co kryje się w naszych sercach

A gdyby zajrzeć głęboko do naszych serc może zobaczymy tam też przykładowo rozczarowanie związkiem, samotność, poczucie, że wcale nie jestem takim rodzicem jakim był chciał/a, stratę kogoś bliskiego, chorobę, rozczarowanie, braku sensu w tym co robimy na co dzień, oraz poczucie „wrogości świata” i innych ludzi.
I to co chce żeby wybrzmiało, to, że to normalne! Że w naszym ludzkim , niedoskonałym świecie strata i rozczarowanie będą się zdarzać i dotkliwie nas uderzać. Że mimo ogromu wysiłku i starań, aby zrealizować swoje pragnienia, każdemu z nas zdarzy się taki moment, w którym rzeczywistość okaże się inna niż sobie wyobrażaliśmy. I to najpewniej w takim obszarze życia, na którym najbardziej nam zależy. Jak sobie z tym radzić? I dlaczego porażki, rozczarowania są takie trudne?

Emocje jakich doświadczamy

Po subiektywnym doznaniu porażki początkowo w niektórych z nas może pojawiać się ZŁOŚĆ. Nie godzimy się na taki stan rzeczy i mamy jeszcze energię by walczyć. Nasze myśli mogą szukać „winnych” i bronić się zaciekle. Możemy pozostać w stanie zamknięcia się na innych, albo poszukać dalej. Może odkryjemy gdzieś głębiej SMUTEK ?

Ten zwykle pokazują nam jakąś stratę. Stratę marzenia, czasem nadziei. Mierzymy się z czymś, czego bardzo byśmy chcieli, ale w tym momencie jest poza naszym zasięgiem. I jest on potrzebny, żeby pokazać innym, że potrzebujemy wsparcia, ale też zatroszczenia się o siebie. Możemy nawet pozwolić sobie na żałobę. Przyjąć to, że teraz mamy taki czas w życiu, potrzebujemy coś opłakać, przeżyć i wcale nie musimy się teraz uśmiechać i cieszyć życiem. Byłoby wspaniale, gdybyśmy mieli wtedy przy sobie kogoś, komu możemy opowiedzieć naszą historię , otrzymując moc empatii.

To co czyni porażkę, rozczarowanie jeszcze trudniejszym jest zakamuflowany WSTYD. Wstyd, może być przydatny by chronić naszą intymność lub zachęcać nas do zmiany, gdy robimy coś co jest nieakceptowane społecznie. Niestety może być paraliżująco- demotywujący. Wtedy godzi w naszą tożsamość, podpowiada nam dołujące myśli: Coś z TOBĄ jest nie takTo TY jesteś porażką, Nie jesteś wystarczająco (jakaś/jakiś…).

Jak sobie radzić ze wstydem?

Co możemy zrobić, wtedy gdy jesteśmy zażenowani sobą, mielibyśmy ochotę schować się i nikomu nie pokazywać? Po pierwsze zdać sobie z tego sprawę! Wstyd wyciągnięty na światło dzienne przestaje mieć taką moc. Znowu może pomóc podzielenie się z kimś zaufanym swoją historią.

Możemy zastanowić się o jakich potrzebach nam mówi. Może chcielibyśmy być akceptowani przez innych? Mieć poczucie przynależności bezwarunkowo, niezależnie czy nam się coś udaje czy nie.
W jego rozpracowaniu może także pomóc cofnięcie się do przeszłości. Czyim głosem mówi nasz wstyd? W jakich sytuacjach mieliśmy podobne doświadczenie i co wtedy słyszeliśmy? Najczęściej dochodzimy to głosu, który słyszeliśmy od kogoś bliskiego w dzieciństwie. I uświadomienie sobie tego może być uwalniające. To nie jest prawda o nas! To słowa, które wypowiadał ktoś, kto nie umiał nam dać bezwarunkowej miłości.

Niech będzie pocieszające to, że w żadnej sytuacji, choćbyśmy mieli poczucie największej porażki i niezadowolenia z siebie nie tracimy swojej godności i wartości! Choćbyśmy myśleli coś całkowicie odmiennego, to nasza ludzka wartość jest niepodważalna!

„Nie krytyk się liczy, nie człowiek, który wskazuje, jak potykają się silni, albo co inni mogliby zrobić lepiej. Chwała należy się mężczyźnie na arenie, którego twarz jest umazana błotem, potem i krwią, który dzielnie walczy, który wie, co to jest wielki entuzjazm, wielkie poświęcenie, który ściera się w słusznych sprawach, który w swych najlepszych chwilach poznał triumf wielkiego wyczynu, a w najgorszych, gdy przegrywa, to przynajmniej przegrywa z wielką odwagą…”

T.Roosevelt

Leave a Reply